Gdyńskie Muzeum MOTORYZACJI
Gdyńskie Muzeum Motoryzacji to bardzo interesujące miejsce skupiające pojazdy, które poruszały się po drogach obecnego Trójmiasta w latach przedwojennych. Stworzył je pan Witek Ciążkowski, ogromny miłośnik motoryzacji i pasjonat restauracji starych pojazdów.
Sama Gdynia jest miejscem niezwykle ciekawym z punktu widzenia rysu historycznego. Na początku dwudziestego wieku bardzo szybko się rozwijała, ażeby z małej osady rybackiej stać się ważnym ośrodkiem gospodarczym. Pociągnęło to za sobą również szybki rozwój motoryzacyjny związany z kosmopolitycznym charakterem miasta. W latach dwudziestych w Gdyni były już salony samochodowe takich marek jak Ford, Chevrolet, Fiat, czy Mercedes, a ilość automobili przypadających na mieszkańca przewyższała Warszawę. Dlatego też właśnie w tym miejscu można spotkać rodzynki motoryzacyjne z ciekawą udokumentowaną historią. W muzeum wystawiane są 3 egzemplarze Mercedesa 170, dwa pochodzące z czasów przedwojennych, trzeci z nich to udoskonalona wersja S z 1950 roku. Najstarszy z trójki to pojazd o bardzo ciekawej historii. Jego pierwszym właścicielem był policjant z Wolnego Miasta Gdańska, po wojnie samochód jeździł po Trójmieście jako taksówka. Kolejnym ciekawym autem prezentowanym w muzeum jest DKW Autounion z 1935 roku – sportowy spyder, będący jednak przedstawicielem ówczesnego taniego auta dla ludu. Nie mogę pominąć Forda T z 1926 roku będącego przełomowym modelem dla całej światowej motoryzacji. Nad wszystkimi eksponatami króluje monumentalny Bentley MK6 z 1950 roku – piękny samochód, o klasycznej linii królewskiej limuzyny, w stanie idealnym. Oprócz samochodów w muzeum zgromadzono też dużą kolekcje motocykli, z których mi najbardziej przypadł do gustu Harley-Davidson 42WLA. Należy też zwrócić uwagę na halę wystawienniczą muzeum. Odtworzony jest tam klimat brukowanej ulicy z lat dwudziestych, łącznie z przyległymi kamieniczkami zdobionymi oryginalnymi elementami pochodzącymi z przed stu lat. Całości dopełniają klimatyczne latarnie i półmrok dodający tajemniczości. Jest to bardzo ciekawe miejsce, które każdy fan motoryzacji powinien odwiedzić będąc w okolicy.

Łukasz G.
6 stycznia 2017 r.


DYSTRYBUTOR paliwa #2 odbudowa
Dystrybutor, którego szczęśliwie stałem się właścicielem, dotarł pod mój garaż grubo po północy, więc dopiero następnego dnia przystąpiłem do działania. Zakupiony model to Adast HOC produkowany przez Zakłady Automatyki Przemysłowej w Ostrowie Wielkopolskim. Dystrybutor ma w sobie podzespoły zarówno polskie i czechosłowackie, ale też amerykańskie w formie skomplikowanego zestawu liczydeł analogowych.
Mój egzemplarz pochodzi z roku 1991, a więc z końca produkcji tego modelu. Najpierw pracował na małej stacji benzynowej pompując Etylinę 94, potem trafił do prywatnej firmy spedycyjnej, od której go odkupiłem. Adast HOC był bardzo popularny na stacjach CPN w latach osiemdziesiątych, jednak już pod koniec dekady zaczęto go wymieniać na dystrybutory bardziej wydajne. Jego bezpośrednim następcą był Adast 1031, o prostej obudowie i przezierniku paliwa ze śmigiełkiem w środku. Mimo lepszej dostępności tego modelu nie byłem nim zainteresowany, ponieważ jak dla mnie wygląda zbyt nowocześnie. Po wnikliwej ocenie stanu mojego dystrybutora szybko przystąpiłem do demontażu paneli zewnętrznych, usuwania rdzy i epoksydowania. Kilka paneli musiałem poddać piaskowaniu, jednak z większością poradziłem sobie sam usuwając tylko miejscowe rdzawe wtręty. Powstałe drobne nierówności wyrównałem podkładem akrylowym, a nieoryginalny otwór w panelu czołowym zaspawał mi kolega. Udało mi się oszczędzić naklejkę etyliny 94, dodatkowo dorobiłem znaczek CPN i niebieską 78. Stwierdziłem, że pozostawię go w oryginalnym malowaniu czyli boki niebieskie, przód biały. Tak lakierowała je fabryka, ponieważ w latach gdy model został zaprojektowany na stacjach benzynowych królowała niebieska Etylina 78. Kolory dobrałem w lakierni, część psiuknąłem sam z dezodorantu, część polakierował kolega lakiernik pistoletem. Musiałem też skorzystać z usługi szklarza, ponieważ oba panele liczników miały uszkodzone szyby. Dostosowałem układ elektryczny do 230 v i podłączyłem oświetlenie sterowane pilotem. Odrestaurowany dystrybutor stanął na honorowym miejscu pod moim garażem i stwarza tam niepowtarzalny klimat.

Łukasz G.
14 grudnia 2016 r.


Warsaw MOTO Show
Druga edycja Warsaw Motor Show przyciągnęła do Nadarzyna setki tysięcy odwiedzających. Impreza prężnie się rozrasta oferując wiele atrakcji dla wielbicieli motoryzacji zarówno nowożytnej, jak i klasycznej. W tym roku wypadła w dniach 18-20 listopada, czyli w tak zwanym jesiennym sezonie ogórkowym. Nas, na imprezie najbardziej zainteresował pawilon Oldtimer Show.
Targi różnią się od dobrze nam znanej Autonostalgii tym, że trzeba trochę pokluczyć po alejkach pawilonów, ażeby dotrzeć do wszystkich eksponowanych aut. Jednak jest to też pewnego rodzaju atrakcja, że nie wszystko jest od razu podane na patelni. Na imprezie pokazało się bardzo dużo klasyków z różnych półek. Wystawiały się tam zarówno kluby pasjonatów aut zabytkowych z niedużych miejscowości, ale i duzi gracze z branży sprzedaży luksusowych zabytków. Na całej imprezie było bardzo dużo aut na sprzedaż, często nawet właściciele nie kryli się za specjalnie z ceną, którą chcieli uzyskać za swoje cacka. Na imprezie był też ciekawy pokaz cynowania uszkodzeń w samochodowej blacharce. Pan ciekawie tłumaczył cały proces i pokazywał na żywo technikalia wykonania. Stojąc chwilę z boku wydało mi się to dość łatwe, ale pewnie pierwsza moja próba zweryfikowała by wysoką samoocenę ;). Jeśli chodzi o auta, które pokazały się na Targach, to moją uwagę przykuła piękna Warszawa M20 w malowaniu zielono- białym. Auto pieczołowicie odrestaurowane z ciekawą tapicerką w kratę przyciągało spojrzenia odwiedzających. Pojawiło się też sporo replik Fiatów 125p rajdowych, czasami bliższych, a czasami dalszych od oryginału. Mnie zaciekawiła ekspozycja Fiatów 125 włoskich, nawet w wersji z klimatyzacją. Była to okazja do wnikliwego porównania pierwowzoru do naszej rodzimej produkcji. Z aut zagranicznych przyjechało sporo już trochę zapomnianych Hond CRX w różnych wersjach. Auta ekskluzywne reprezentowane były przez dużą ilość BMW, Mercedesów i Porsche, z których część można było zakupić. Impreza była bardzo udana, tym bardziej, że każdy pasjonat motoryzacji znalazł tam dla siebie coś ciekawego.

Łukasz G.
20 listopada 2016 r.


DYSTRYBUTOR paliwa #1 poszukiwania
Od zawsze interesowały mnie stare stacje benzynowe. Przejeżdżając przez różne miejscowości, widząc małą prywatną stację paliw wyposażoną w stare dystrybutory, zawsze musiałem się zatrzymać. Wtedy przypominały mi się dawne czasy, gdy nieopodal mojego domu była jedyna stacja CPN w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, a wizyta na niej była dla mnie ogromnym przeżyciem. W tamtym miejscu po prostu tętniło motoryzacyjne życie, również za sprawą pobliskiego Polmozbytu.
Wspominając te młodzieńcze emocje zapragnąłem poszukać starego dystrybutora paliwa i stworzyć sobie pod domem namiastkę starej stacji benzynowej. Najbardziej interesował mnie charakterystyczny model dystrybutora, o obudowie węższej w dolnej części i szklanym okrągłym przeziernikiem paliwa. Poszukując go jeszcze nie wiedziałem jak w ogóle on się nazywa. Jednak teraz po półrocznych zmaganiach się z tym tematem mógłbym już wykładać na Wydziale Energetyki Paliw w AGH :). Pocztą pantoflową dowiedziałem się o dwóch takich modelach, jednym w Nurze, drugim pod Przasnyszem. Obaj właściciele na początku nie chcieli za bardzo sprzedać, bo może jeszcze się im przyda, potem nie wiedzieli jaką cenę sobie zażyczyć. Po kilkutygodniowym zastanowieniu krzyknęli za swoje sprzęty cenę najdroższego egzemplarza, który znaleźli na Allegro, mimo, że ich były w opłakanym stanie. Niestety do transakcji nie doszło i pozostał mi dalszy monitoring Internetu. Po kolejnych kilku tygodniach w końcu pojawiła się oferta sprzedaży 3 w pełni sprawnych dystrybutorów w Glinojecku. Szybki telefon, wstępne negocjacje ze sprzedającym i od razu po pracy wystartowaliśmy w drogę. Padło na Passata, ponieważ nadwozie liftback wydawało mi się najbardziej nadające do tej misji. Na miejscu mogliśmy sobie wybrać z 3 egzemplarzy, dwa z nich to był poszukiwany przeze mnie model. Właściciele z dużym zaangażowaniem pomogli nam Caterpilarem załadować dystrybutor i już po zmroku, ogromnie podekscytowani, ruszyliśmy w podróż powrotną.

Łukasz G.
29 października 2016 r.


RALLY Wyszków 2016
Rajd Wyszków odbywa się co roku w październiku. Organizowany jest bez przerwy od 19 lat. Tradycją stało się, że jest na nim zawsze ładna aura, co sprzyja zarówno startującym, jak i kibicom. I tak też było w tym roku.
Suchy, słoneczny dzień powodował, że na trasie rajdu auta napędzane na ośkę konkurowały z czteronapędówkami jak równy z równym. Dowodem na to jest fakt, że najlepszy czas superoesu w centrum Wyszkowa wykręciła załoga jadąca Hondą Civic S1600. Oprócz wielu Hond, w rajdzie wzięło udział kilka niezniszczalnych Subaru Imprez i duża reprezentacja BMW, zaczynając od E30, przez E34, skończywszy na E36. Ciekawym autem było profesjonalnie przygotowane Mitsubishi Colt oraz z polskiego podwórka Fiat Cinquecento, który niestety się zepsuł. Brakowało natomiast poczciwych Fiatów 126p, które co roku dawały bardzo ładny pokaz miejskiej jazdy na superoesie. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowa absencja tych sympatycznych autek. Na rajd przybyła też spora ekipa samochodów zabytkowych i youngtimerów. W tym roku było już wyznaczone dla nas specjalne miejsce i staliśmy się „oficjalną” atrakcją imprezy. Mogliśmy też przejechać się po trasie superoesu jako przerywnik w zmaganiach rajdowców. Niektórzy wykonali to zadanie jadąc prędkością faradową, inni natomiast trochę bardziej pogonili stada rumaków mechanicznych drzemiących w silnikach… :) Jednak jeśli chodzi o mnie największą atrakcją imprezy był przyjazd repliki Fiata 125p Akropolis. Samochód z dwuwałkowym silnikiem Fiata, w oryginalnym malowaniu rajdowym z epoki robił ogromne wrażenie. Szczególnie, że miałem możliwość przejechać się nim na fotelu pilota. Silnik auta bardzo fajnie wchodzi na obroty, przy tym niepowtarzalnie brzmi i samochód dosłownie wkleja się w asfalt. Niezapomniane przeżycie motoryzacyjne, którego długo nic nie przebije.

Najszybszy przejazd superoesu ON BOARD

Łukasz G.
15 października 2016 r.


Najpiękniejsza WARSZAWA 2016
18 września w samym sercu Stolicy pod Pałacem Kultury i Nauki na Placu Defilad odbył się pierwszy zlot Warszaw i Syren. Impreza o nazwie Najpiękniejsza Warszawa zgromadziła aż 18 Warszaw garbatych, kilkanaście sztuk w innych wersjach nadwoziowych oraz sporą ilość Syren.
Z pozostałych aut prezentowanych na zlocie moją uwagę przykuł piękny Tarpan 233 w dwukolorowym malowaniu i w zestawie z ”tarpanową„ przyczepką. Przyjechało też kilka ładnych Maluchów, Fiatów 125p i Polonezów, zarówno oryginalnych, jak i tkniętych ręką tunera… Z aut zagranicznych pojawiło się ciekawe białe Mirafiori i prawdziwy unikat - żółciutka Matra 530. Była też dość spora reprezentacja Mercedesów na czele z modelem 114 w wersji rat-rost-mech :) Egzemplarz ładnie spatynowany naturalną obecnością rdzy, ale też dużej ilości mchu i porostów. Za to wnętrze i mechanika na najwyższym poziomie, samochód w niepowtarzalnym klimacie. Wracając do tytułowych Warszaw, to przyjechało ich bardzo dużo, począwszy od tych wyciągniętych prosto ze złomowiska, skończywszy na pieczołowicie odrestaurowanych za grube pieniądze. Do pierwszej grupy należała sławna Norka – opisywana ostatnio w wielu periodykach. Znaleziona na norweskim szrocie, cudem uratowana i po wielu perypetiach sprowadzona do macierzy. Do drugiej grupy trzeba zaliczyć dwie piękne wersje Pickup oraz kilka sztuk Garbusek. Mnie najbardziej zainteresowała granatowa Warszawa. Liczne chromy i jasne elementy wnętrza bardzo ładnie kontrastowały z ciemnym granatem nadwozia. Impreza była okazją do wymiany doświadczeń z innymi kolekcjonerami i zaczerpnięcia inspiracji na przyszłość. Udało się też wychwycić kilka różnic budowy Warszaw w zależności od rocznika i doprecyzować nurtujące nas nieścisłości. Zwieńczeniem zlotu było spotkanie z dawnym dyrektorem FSO, panem Edwardem Pietrzakiem. Dyrektor przedstawił rys historyczny FSO i meandry swojej pracy w fabryce. Dodatkową atrakcją były filmy Kronik Filmowych wyświetlane w pobliskim Pawilonie Warszawa. Trzeba przyznać, że impreza była bardzo udana i mamy nadzieje, że w przyszłym roku będzie miała swoją kontynuację.

Łukasz G.
27 września 2016 r.


<